czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział I

- Lena Drewska proszona do gabinetu inspektora.- Rozległ się głos w radiowęźle.
- Co znów przeskrobałaś?- Spytał głos z sąsiedniego biurka. Uniosłam głowę do góry, żeby spojrzeć na osobę, która to powiedziała.
- Ja.-Powiedziałam łapiąc się teatralnie za serce.- Zwykła policjantka z drogówki.
Wstałam zostawiając akta na biurku. Idąc do biura komendanta myślałam gorączkowo.
- Dowiedział się o uszkodzeniu radiowozu?- Myślałam. Stanęłam przed drzwiami biorąc głęboki oddech. Przekręciłam ze nieskrzypnięciem gałkę w drzwiach. Weszłam wolno do pomieszczenia.
- Witaj Leno.-Powiedział mój przełożony.
- Dzień dobry panie inspektorze.
- Proszę usiądź, musimy porozmawiać.
Siadając zaczęłam się tłumaczyć
- Ale szefie, wtedy sarna wybiegła mi na drogę.
- Jaka sarna? Co ty Drewska opowiadasz?
- A nic,nic.-Powiedziałam.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Był wysokim szatynem, na oko w moim wieku lub troszkę starszym. Był ubrany w czarną marynarkę i miał czarne okulary.
- Witam.- Przywitał się.- Łukasz Bart agent Interpolu.
- Dzień dobry.
- Mam do pani kilka pytań.-Powiedział.
-Tak, proszę pytać śmiało.
- Panie inspektorze z szacunkiem, ale czy mógłby pan wyjść?-Powiedział agent.Inspektor wstał i wyszedł bez słowa z pokoju.
- Więc pani aspirant zaczynajmy. Nazywa się pani Lena Drewska, ma dwadzieścia osiem lat i mieszka w Sulimie?
- Tak.Wie może pan co jadłam na śniadanie?-Powiedziałam, a on zignorował pytanie i kontynuował.
- Czy byłaby pani wstanie w jeden dzień porzucić wszystko i wyjechać?
- Tak nic mnie tu nie trzyma.
- Jeździ pani konno?
-Tak.
- Skacze pani?
- Tak.
- Ile?
-Koło 130 cm.
- Nadaje się pani jak ulał.-Powiedział.
- Do czego?
- Dowie się pani wszystkie w swoim czasie, a na razie musimy jechać.
- Ale gdzie?
- Do pani do domu. Za pięć minut przy pani samochodzie.
- Przeoczył coś pan.- Powiedziałam, a mój kącik ust delikatnie się podniósł.
- Co takiego?
-Że do pracy przyjeżdżam konno.-Powiedziałam powstrzymując śmiech, a agent zdjął okulary i spojrzał na mnie.
- Na prawdę?
- Nie, ale autobus nie jest lepszy.-Powiedziałam.
- No dobrze to za pięć minut przy wyjściu.- Powiedział i wyszedł z pokoju. Zrobiłam to samo podeszłam do biurka z zabrałam z niego torebkę i spakowałam do niej jedynie zdjęcie, które stało na moim biurku. Wyszłam z labiryntu pełnego biurek i dotarłam do drzwi wyjściowych, gdzie czekał już agent Łukasz.
-Możemy ruszać?-Spytał.
-Tak-Powiedziałam, a agent ruszył w stronę parkingu.Po chwili doszliśmy do czarnego audi. Agent otworzył mi drzwi i spam przeszedł na drugą stronę auta.
- Sulimy ulica Kasztanowa 4a?
-Tak.-Powiedziałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz