Po chwili podziwiania krajobrazu, zasnęłam oparta o szybę. Obudziłam się, kiedy Łukasz zaparkował pod dużym oszklonym wieżowcem.
-Jesteśmy na miejscu.-Powiedział i wysiadł z samochodu. Także wysiadłam z samochodu i poszłam w ślad za Łukaszem. Weszliśmy do wieżowca, skierowaliśmy się do windy i wjechaliśmy na dziesiąte piętro. Kiedy drzwi się otworzyły, zobaczyłam labirynt oszklonych gabinetów, w którym można było się zgubić. Szłam w ślad za agentem. Najpierw w lewo, potem w prawo i ponownie w prawo.
-Istny labirynt.-Skomentowałam.
-Można się przyzwyczaić.-Powiedział otwierając szklane drzwi prowadzące do gabinetu. Łukasz przepuścił mnie w drzwiach.
-Dzięki.-Powiedziałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ciemno bordowa wykładzina, przeszklone ściany i biurko stojące praktycznie na środku pomieszczenia. Usiedliśmy na krzesłach po jednej stronie biurka. Po chwili przez drugie drzwi wszedł niski siwiejący mężczyzna. Usiadł na przeciwko nas.
-Witam pani Leno. Nazywam się Mateusz Curski. Jak już się dowiedziałem od agenta Łukasza będzie pani z nami współpracować.-Powiedział i spojrzał na mnie na co ja przytaknęłam.- Będę pani szefem. Krótko o całej sprawie. Pani partnerem będzie agent Łukasz. Zmieni pani całkowicie wygląd i zostanie przeszkolona. Ten miesiąc zostanie poświęcony na pani przygotowania. A więc będzie pani trenować w stadninie koni "Cavaletka". Zostanie pani przydzielona do grupy skoczków. Podejrzewamy, że dają koniom doping i handlują narkotykami. Stadnina trenuje jeźdźców i konie w wielu dziedzinach dlatego mają szeroki zasięg. Pani musi zdobyć dowody i nie zwrócić przy tym na siebie uwagi. Na razie to tyle. Łukaszu odwieź panią Lenę do jej mieszkania.
-Do widzenia.-Powiedziałam i poszłam za Łukaszem.
wtorek, 19 sierpnia 2014
piątek, 25 lipca 2014
Rozdział II
Agent przekręcił kluczyk w stacyjce, a samochód głośno zawarczał, a później przeszedł na cichsze obroty. Jechaliśmy w ciszy jakieś dziesięć minut, kiedy agent podjechał pod mój dom, wysiadłam z samochodu i poszłam w stronę drzwi, a agent poszedł za mną. Otworzyłam je i weszłam do środka.
- Ma pani piętnaście minut, żeby zabrać najważniejsze rzeczy.- Powiedział zamykając drzwi. Kiwnęłam głową pi weszłam po schodach na drugie piętro do mojego pokoju. Wyciągnęłam walizkę spod łóżka i otworzyłam szafę. Zdjęłam z wieszaków ubrania i włożyłam je do walizki, kiedy skończyłam otworzyłam wnękę szafy. Do oddzielnej walizki spakowałam oficerki, bryczesy, kask, palcat, koszulki polo, parę zdjęć,flo, pucharów i parę innych potrzebnych na konkursy. Zeszłam do schodach taszcząc walizki. Jedną zostawiłam pod drzwiami, a drugą wzięłam do salonu. Spakowałam do niej jeszcze parę zdjęć, po czym poszłam do łazienki po kosmetyczkę. Podeszłam do agenta.
-Już.-Powiedziałam, a on wziął jedną walizkę i wyszedł. Wyszłam za drzwi i zamknęłam je na klucz. Podeszłam do auta, wsadziłam walizkę do bagażnika i siadłam do samochodu.
-Czeka nas długa podróż.-powiedział agent.
-Gdzie ogóle jedziemy?
- Do Kielc.- Powiedział odpalając samochód.
- Mogę się dowiedzieć o co biega?
-Będzie pani..
- Żadna pani tylko Lena.-Powiedziałam
-Łukasz, kontynuując zmienisz nazwisko i wygląd wcielając się w Lenę Dworską. Będziesz trenować w stadninie do zawodów w skokach. Ta stadnina trenuje jeźdźców i koni do skoków, crossu, wyścigów i ujeżdżenia. Podejrzewamy, że dają koniom dopingi i sprzedają narkotyki, a pani musi to wykryć i znaleźć dowody, nie zwracając przy tym uwagi.
- No dobrze.
- Zapewnimy pani mieszkanie, utrzymanie, trening przed przystąpieniem do akcji, zmianę wyglądu, ubrania, sprzęt jeździecki.-Powiedział.
- Coś jeszcze?- Zapytałam.
- A tak konia skokowego.-Powiedział, a ja otworzyłam oczy z podziwu.Choć rozmowa wydawała się krótka jechaliśmy już jakąś godzinę.
- Za ile możemy być.-Zapytałam.
- Pięć godzin.-odpowiedział nie odwracając wzroku z jezdni. Spojrzałam na mijane przez nas pola skąpane w słońcu.
- Ma pani piętnaście minut, żeby zabrać najważniejsze rzeczy.- Powiedział zamykając drzwi. Kiwnęłam głową pi weszłam po schodach na drugie piętro do mojego pokoju. Wyciągnęłam walizkę spod łóżka i otworzyłam szafę. Zdjęłam z wieszaków ubrania i włożyłam je do walizki, kiedy skończyłam otworzyłam wnękę szafy. Do oddzielnej walizki spakowałam oficerki, bryczesy, kask, palcat, koszulki polo, parę zdjęć,flo, pucharów i parę innych potrzebnych na konkursy. Zeszłam do schodach taszcząc walizki. Jedną zostawiłam pod drzwiami, a drugą wzięłam do salonu. Spakowałam do niej jeszcze parę zdjęć, po czym poszłam do łazienki po kosmetyczkę. Podeszłam do agenta.
-Już.-Powiedziałam, a on wziął jedną walizkę i wyszedł. Wyszłam za drzwi i zamknęłam je na klucz. Podeszłam do auta, wsadziłam walizkę do bagażnika i siadłam do samochodu.
-Czeka nas długa podróż.-powiedział agent.
-Gdzie ogóle jedziemy?
- Do Kielc.- Powiedział odpalając samochód.
- Mogę się dowiedzieć o co biega?
-Będzie pani..
- Żadna pani tylko Lena.-Powiedziałam
-Łukasz, kontynuując zmienisz nazwisko i wygląd wcielając się w Lenę Dworską. Będziesz trenować w stadninie do zawodów w skokach. Ta stadnina trenuje jeźdźców i koni do skoków, crossu, wyścigów i ujeżdżenia. Podejrzewamy, że dają koniom dopingi i sprzedają narkotyki, a pani musi to wykryć i znaleźć dowody, nie zwracając przy tym uwagi.
- No dobrze.
- Zapewnimy pani mieszkanie, utrzymanie, trening przed przystąpieniem do akcji, zmianę wyglądu, ubrania, sprzęt jeździecki.-Powiedział.
- Coś jeszcze?- Zapytałam.
- A tak konia skokowego.-Powiedział, a ja otworzyłam oczy z podziwu.Choć rozmowa wydawała się krótka jechaliśmy już jakąś godzinę.
- Za ile możemy być.-Zapytałam.
- Pięć godzin.-odpowiedział nie odwracając wzroku z jezdni. Spojrzałam na mijane przez nas pola skąpane w słońcu.
czwartek, 24 lipca 2014
Rozdział I
- Lena Drewska proszona do gabinetu inspektora.- Rozległ się głos w radiowęźle.
- Co znów przeskrobałaś?- Spytał głos z sąsiedniego biurka. Uniosłam głowę do góry, żeby spojrzeć na osobę, która to powiedziała.
- Ja.-Powiedziałam łapiąc się teatralnie za serce.- Zwykła policjantka z drogówki.
Wstałam zostawiając akta na biurku. Idąc do biura komendanta myślałam gorączkowo.
- Dowiedział się o uszkodzeniu radiowozu?- Myślałam. Stanęłam przed drzwiami biorąc głęboki oddech. Przekręciłam ze nieskrzypnięciem gałkę w drzwiach. Weszłam wolno do pomieszczenia.
- Witaj Leno.-Powiedział mój przełożony.
- Dzień dobry panie inspektorze.
- Proszę usiądź, musimy porozmawiać.
Siadając zaczęłam się tłumaczyć
- Ale szefie, wtedy sarna wybiegła mi na drogę.
- Jaka sarna? Co ty Drewska opowiadasz?
- A nic,nic.-Powiedziałam.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Był wysokim szatynem, na oko w moim wieku lub troszkę starszym. Był ubrany w czarną marynarkę i miał czarne okulary.
- Witam.- Przywitał się.- Łukasz Bart agent Interpolu.
- Dzień dobry.
- Mam do pani kilka pytań.-Powiedział.
-Tak, proszę pytać śmiało.
- Panie inspektorze z szacunkiem, ale czy mógłby pan wyjść?-Powiedział agent.Inspektor wstał i wyszedł bez słowa z pokoju.
- Więc pani aspirant zaczynajmy. Nazywa się pani Lena Drewska, ma dwadzieścia osiem lat i mieszka w Sulimie?
- Tak.Wie może pan co jadłam na śniadanie?-Powiedziałam, a on zignorował pytanie i kontynuował.
- Czy byłaby pani wstanie w jeden dzień porzucić wszystko i wyjechać?
- Tak nic mnie tu nie trzyma.
- Jeździ pani konno?
-Tak.
- Skacze pani?
- Tak.
- Ile?
-Koło 130 cm.
- Nadaje się pani jak ulał.-Powiedział.
- Do czego?
- Dowie się pani wszystkie w swoim czasie, a na razie musimy jechać.
- Ale gdzie?
- Do pani do domu. Za pięć minut przy pani samochodzie.
- Przeoczył coś pan.- Powiedziałam, a mój kącik ust delikatnie się podniósł.
- Co takiego?
-Że do pracy przyjeżdżam konno.-Powiedziałam powstrzymując śmiech, a agent zdjął okulary i spojrzał na mnie.
- Na prawdę?
- Nie, ale autobus nie jest lepszy.-Powiedziałam.
- No dobrze to za pięć minut przy wyjściu.- Powiedział i wyszedł z pokoju. Zrobiłam to samo podeszłam do biurka z zabrałam z niego torebkę i spakowałam do niej jedynie zdjęcie, które stało na moim biurku. Wyszłam z labiryntu pełnego biurek i dotarłam do drzwi wyjściowych, gdzie czekał już agent Łukasz.
-Możemy ruszać?-Spytał.
-Tak-Powiedziałam, a agent ruszył w stronę parkingu.Po chwili doszliśmy do czarnego audi. Agent otworzył mi drzwi i spam przeszedł na drugą stronę auta.
- Sulimy ulica Kasztanowa 4a?
-Tak.-Powiedziałam.
- Co znów przeskrobałaś?- Spytał głos z sąsiedniego biurka. Uniosłam głowę do góry, żeby spojrzeć na osobę, która to powiedziała.
- Ja.-Powiedziałam łapiąc się teatralnie za serce.- Zwykła policjantka z drogówki.
Wstałam zostawiając akta na biurku. Idąc do biura komendanta myślałam gorączkowo.
- Dowiedział się o uszkodzeniu radiowozu?- Myślałam. Stanęłam przed drzwiami biorąc głęboki oddech. Przekręciłam ze nieskrzypnięciem gałkę w drzwiach. Weszłam wolno do pomieszczenia.
- Witaj Leno.-Powiedział mój przełożony.
- Dzień dobry panie inspektorze.
- Proszę usiądź, musimy porozmawiać.
Siadając zaczęłam się tłumaczyć
- Ale szefie, wtedy sarna wybiegła mi na drogę.
- Jaka sarna? Co ty Drewska opowiadasz?
- A nic,nic.-Powiedziałam.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Był wysokim szatynem, na oko w moim wieku lub troszkę starszym. Był ubrany w czarną marynarkę i miał czarne okulary.
- Witam.- Przywitał się.- Łukasz Bart agent Interpolu.
- Dzień dobry.
- Mam do pani kilka pytań.-Powiedział.
-Tak, proszę pytać śmiało.
- Panie inspektorze z szacunkiem, ale czy mógłby pan wyjść?-Powiedział agent.Inspektor wstał i wyszedł bez słowa z pokoju.
- Więc pani aspirant zaczynajmy. Nazywa się pani Lena Drewska, ma dwadzieścia osiem lat i mieszka w Sulimie?
- Tak.Wie może pan co jadłam na śniadanie?-Powiedziałam, a on zignorował pytanie i kontynuował.
- Czy byłaby pani wstanie w jeden dzień porzucić wszystko i wyjechać?
- Tak nic mnie tu nie trzyma.
- Jeździ pani konno?
-Tak.
- Skacze pani?
- Tak.
- Ile?
-Koło 130 cm.
- Nadaje się pani jak ulał.-Powiedział.
- Do czego?
- Dowie się pani wszystkie w swoim czasie, a na razie musimy jechać.
- Ale gdzie?
- Do pani do domu. Za pięć minut przy pani samochodzie.
- Przeoczył coś pan.- Powiedziałam, a mój kącik ust delikatnie się podniósł.
- Co takiego?
-Że do pracy przyjeżdżam konno.-Powiedziałam powstrzymując śmiech, a agent zdjął okulary i spojrzał na mnie.
- Na prawdę?
- Nie, ale autobus nie jest lepszy.-Powiedziałam.
- No dobrze to za pięć minut przy wyjściu.- Powiedział i wyszedł z pokoju. Zrobiłam to samo podeszłam do biurka z zabrałam z niego torebkę i spakowałam do niej jedynie zdjęcie, które stało na moim biurku. Wyszłam z labiryntu pełnego biurek i dotarłam do drzwi wyjściowych, gdzie czekał już agent Łukasz.
-Możemy ruszać?-Spytał.
-Tak-Powiedziałam, a agent ruszył w stronę parkingu.Po chwili doszliśmy do czarnego audi. Agent otworzył mi drzwi i spam przeszedł na drugą stronę auta.
- Sulimy ulica Kasztanowa 4a?
-Tak.-Powiedziałam.
Prolog
Nazywam się .... Lena.
Jeszcze dwa miesiące temu miałam na nazwisko Drewska, ale wiele spraw wydarzyło się przez ten czas. Moje nazwisko zmieniło się na Dworska, a od kilku dni moje krótkie blond włosy zmieniły się na długie czekoladowe.
Mieszkam w okolicy Giżycka w miejscowość Sulimy.
Mam dwadzieścia osiem lat, od dwóch lat pracuje w policji.
Jeszcze pół roku temu byłam zwykłą policjantką z drogówki, a teraz zostałam tajną agentką Interpolu.
Od dziecka jeżdżę konno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)